niedziela, 5 lipca 2015

Zlecenie

Umówiłem się z poetą
Dlaczego?
Ponieważ pisał od serca
A co pisał?
To co czół i przemyślał
Opisując w swoich wierszach.

Zaprosiłem go do Feniksa
Każdy krakowianin wie
To co ja wiem
Gdzie znajduje się

Usiadłem za stolikiem
Kelnerka podeszła z uśmiechem
I zamówiłem małą czarną ze śmietanką
A do tego papieską kremówkę

Stolik ustawiony był
Na wprost lustra
Tak jak drzwi wejściowe
Piłem spokojnie kawę i czekałem

Wtem wszedł do Feniksa
Przystojny młodzieniec
Dałem mu sygnały,
Aby usiadł koło mnie

Spojrzał na mnie spod oka
Była chwila wahania
Lecz widziałem, że postanowił
Ruszył szybkim krokiem
Tam gdzie ja siedziałem

Podałem rękę mu
On mi się odwzajemnił
Usiadł za stolikiem
Bardzo uśmiechnięty

Pana godność zapytał,
Jak się pan nazywał?
Ja będąc skromny
Szeptem odpowiedziałem
Zbigniew Chlebowski
Dziennikarz i wydawca
W jednej osobie

A pana godność, zapytałem
Nazywam się Kowalik Ptak
To ten kowalik od ptaka
Nie, od ojca z Jordanowa,
Który nie dawno mi zmarł

Zacząłem rozmowę od propozycji
Jak pan sądzi
Co ja takiego w panu widziałem
Kiedy jest tyle poetów!
Którzy wiersze piszą
A jednak pana wybrałem
Po-trzem dodałem
Może kieliszek wódki czystej
Zaproponowałem

Napić się mogę
Nie gardzę wódką
Lecz wolał bym Coca-Colę
Prosto z lodówki

No cóż upał doskwiera
Może pani pozwoli
I zamówiłem dwie Coca-cole
Prosto z lodówki z lodem

Jak mi wiadomo
Pan pisze wiersze
Mam dla pana zlecenie
Napisać wiersz o poecie
Nawiasem mówiąc
O moim bracie,
Który już nie pisze
Ponieważ wypalił się
Gdy poznał Jolę
Obecnie jego żonę

Ja pisać potrafię
Mam do tego smykałkę
Lecz muszę coś wiedzieć,
Bym mógł pisać o poecie

Mam tylko jego zdjęcie
Miał wtedy 17 lat
I nic więcej nie mogę powiedzieć


Zacząłem go obserwować
Gdy wręczyłem mu zdjęcie
On nawet na nie nie spojrzał
Tylko powiedział
To będzie kosztować
Prawie 45 tysięcy złotych

No cóż jeżeli wiersz mi się spodoba
To wtedy już nawet cena nie będzie wygórowana
Tylko jedno pytanie
Kidy pan zamierza się znowu ze mną spotkać?

Za dwa tygodnie o tej samej porze
I w tym samym miejscu
Czyli tu przy tym stoliku
Zegnam pana i dziękuję za Co-ca – Colę.

Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.05
Fragment utworu


Krążyliśmy wokół siebie

Byliśmy jak dwa cienie
Krążyliśmy wokół siebie
Nie jeden partnera miał
A jednak mrok ugasił czar.

Na nowo zacząłem żyć
Już nie jak cień
Lecz ten, który szedł
Przed siebie, a za nim cień.

Forma to nie bywała        
Niby odlew ze słońca,          
                                                                                                                      
Lecz nie doskonała
Dlatego pogubiłem się.




Przypadek to sprawił,
Ze błysk w jej oczach
Ugasił pragnienie
I zgasło słońce na firmamencie.

Tak miłość nadaje blasku,
Ze i bez słońca
Piękno wyjawia się,
A cień znika jak
Kropla wody, która wyparowała.

Autor Jacek Marek Krawczyk

Kraków 2015.07.05

sobota, 4 lipca 2015

Spełniły się życzenia

Pewno dumny jesteś
Spełniły się życzenia
Masz dom i syna
I posadziłeś drzewo.

Co straciłeś?
To co najcenniejsze
Miłość i przyjaciół
Czy Bóg Ci wybaczy?
To się okaże
Gdy umierać będziesz.

Ja wiem
Chcesz wypaść czysty
Być tym
Kim chciałeś być.

Lecz wybacz
Za późno
Ludzie umierają
Ty żyjesz,
Lecz już nie wrócisz
Do lat dziecinnych
Kiedy byłeś niewinny.

Obciążony jesteś
Sny nie dają Ci spać
Przesyt wokół ciebie,
Lecz tak naprawdę
To i Ty starzejesz się,
A rzeczy pozostają
I nie weźmiesz ich ze sobą
Wszystko zostanie tu na ziemi.

A kto Cię pochowa?
Kto zapali znicz?
Kto kwiaty złoży na grobie?
Mnie nie pytaj
Ja też odchodzę.

Powoli

A kiedy będę poproszony
Wtedy będę świadczył
I uwierz żywy czy martwy
Zawsze pozostanie w pamięci
Ten obraz i twe słowa;

Ambitny jestem
I nikt nie zmieni moich planów
Po trupach, a dojdę do celu.

Autor Jacek Marek Krawczyk  
Kraków 2015.07.05







Żeby mnie kochali


To nic kochanie
Przecież wież,
Ze miłość jest
Do pierwszego dziecka,
A potem zaczyna się życie.



To przejście z miłości
Do świadomej postawy
Ze kocha się innych,
Żeby mnie kochali.
Tak jak kocha matka syna.

Więc nie roń łez
Weź się w garść
I kochaj bez słów
Pracą wyrazisz to co
Śniłaś za dziecinnych lat.

Rodzina to już klan
Klan to już siła
By stawić czoło
Wyzwaniom jakie niesie
Zycie by przetrwać.

Chodźmy już do domu
I ty córeczko nasza
Choć jeszcze dziecko
To dobrze wie,
Ze bez nas jesteś jak;

Ćma, która szuka światła,
By spłonąć w ogniu
Które jest złudzeniem
Miłości bez rodziców.

Kraków 2015.07.04
Autor Jacek Marek Krawczyk