środa, 8 lipca 2015

Zlecenie

Wszystko skończone
Na reszcie jestem wolny
Teraz będę miał czas
Zająć się moim wydawnictwem

A cha byłbym zapomniał
Miałem porozmawiać z moim synem
O nowej modzie gender
Ponieważ moja żona zauważyła
W łazience cały arsenał kosmetyków
Do których przyznał się syn

Nie wiem jak to nazwać,
Ale chciałem jeszcze raz
Spojrzeć na pomnik Merkurego
Ponieważ poczułem nieodzowny pociąg
Do tego pomnika
Z którym wiąże się wiele faktów
W życiu mieszkańców Krakowa

Poszedłem plantami
Nie śpiesząc się
Tylko zacząłem się wstydzić
Ponieważ ciągle słyszałem
Słowo dzień dobry
I co u pana słychać
I dokąd pan idzie
Oczywiście kłamałem jak z nut
Do bankomatu
Bardzo przepraszam, ale się śpieszę

Już widziałem Merkurego
Gdy nagle zobaczyłem syna,
Który z kolegą trzymając się za ręce
Przyglądali się Merkuremu

Miałem komórkę przy sobie
Więc nawet się nie namyślając
Fotki zacząłem robić
Nie patrząc na jakość
Tylko na ilość

Zawróciłem do wydawnictwa,
Aby z stamtąd zadzwonić do syna
By z nim porozmawiać

Zdjęcie za zdjęciem drukowała drukarka
Chciałem wszystkie mieć w kolorze
Jednak zabrakło tuszu i wyszedłem
Stwierdzając koniec roboty do sekretarki

Gdy przyszedłem do domu
Nie było nikogo
Zacząłem przeglądać zdjęcia
Patrząc na Merkurego
To na mojego syna z chłopakiem
Zauważyłem, że Merkury jest mężczyzną
Natomiast przyjaciel
Jeżeli można tak nazwać
Chłopaka z moim synem
Wyglądał na ni to dziewczynę
Ni to mężczyznę
Właściwie to dwupłciowy
I nagle się przestraszyłem
Myśląc o synu

Przyszło mi wtedy do głowy zdanie poety
Merkury jest lustrem pana syna
Jeżeli dobrze zrozumiałem
To chyba miał na myśli
Zniekształcone lustro
Czyżby wiedział to co ja nie wiem!?
I spojrzałem na TV











Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.08

Fragment utworu

Zlecenie

Nie wiem kiedy i nie wiem jak,
Ale byłem już w domu
Zona przygotowała obiad,
Który był w lodówce
Nikogo nie było w domu
Tylko ja sam

Jadłem i przyglądałem się Merkuremu
Myślałem co w nim jest,
Ze jest talizmanem poety
Gdy nagle otworzyłem okno
I fotografia Boga Merkurego
Spadła na dywan odsłaniając
Rewers zdjęcia na którym było zdanie
Dukat do dukata zbieraj i nie myśl
o szczęściu bo go stracisz, lecz
zyskasz władzę mając mnie w sercu.

Już pojedzony usiadłem przed TV
Gdy nagle zadzwonił telefon
Odebrałem, lecz cisza była w słuchawce
Zacząłem wołać halo, halo, halo
I po chwili usłyszałem głos
Czy to pan Zbigniewem Chlebowski
Tak to ja
Chciałem z panem się umówić
Czy przyjdzie pan o 24 dzisiaj
Pod pomnik Merkury
Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie
Ponieważ nie wiem z kim mam do czynienia
Zna mnie pan bardzo dobrze
Nazywam się Zapiórkowski Władysław
Ale dlaczego tak późno
Ponieważ, a zresztą porozmawiamy pod Merkurym
Będę na pana czekał
I cisza w słuchawce

Wszyscy już spali w domu
Tylko ja jak głupek czekałem
Na godzinę 11.20 aby wyjść z domu
Na spotkanie z Zapiórkowskim
Dlaczego chciałem się z nim spotkać
Ze zwykłej ciekawości
Bądź co był autorem książki,
Którą chcę wydać.

Przyjechałem swoim samochodem
Pod pomnik Łokietka i czekałem
Kiedy się zjawi Zapiórkowski
Chciałem celowo się spóźnić,
Aby więcej adrenaliny wydobyć
Z tego nieoczekiwanego spotkania

Jest już pan!
Już miałem sobie pójść do domu
Muszę wycofać się z kontraktu
Po prostu nie mogę wydać mojej książki
Popełniłem błąd w tytule
I wszystko się wydało

Nie rozumiem przecież pan mówił,
Ze wszystko pan wymyślił
I nie można identyfikować postaci z nikim
Skłamałem
Myślałem, że się uda
Ale, wszystko się wydało
Gdy zatytułowałem moją książkę
Przebiegły Bóg”

Ja ją jeszcze nie czytałem,
Ale kogo pan miał na myśli
Pisząc tą książkę
Merkurego

Może pan mi to wytłumaczyć logicznie
No cóż pan ją nie czytał,
Ale opisuję w mojej książce
Mechanizmy i korupcję kupców
W naszym mieście
Czyli!
W Krakowie

Niech to szlak trafi
Ma pan pieniądze
Jakie pieniądze
Za wycofanie się z kontraktu
A jeżeli o to chodzi to mam
Proszę przeliczyć
Wierzę panu na słowo
No to wszystko, do widzenia
Panie Zapiórkowski krzyknąłem za nim
Co pan chce jeszcze ode mnie?
Dlaczego pan umówił się właśnie tutaj
I tak późno
Bo, bo mi kazali
To panu kazał!?
Merkury
A kto to jest
Muszę już iść i poszedł sobie.

Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.08
Fragment utworu


wtorek, 7 lipca 2015

Zlecenie

Czternaście dni muszę czekać
Niewiele zostało mi czasu
Czas nagli, jeżeli udowodnię,
Ale to rola poety, nie moja.

Ruszyłem szybkim krokiem
W kierunku ul. Wielopole
Do redakcji dziennika,
By napisać krótki artykuł
O zabawie nastolatków
W liceum urządzonej
Z okazji dnia wagarowicza.

Wszedłem do biura mojego
I o mało serce by mi stanęło
Gdy za moim biurkiem
Siedział Dyrektor Dziennika

Zbladłem ponieważ już po postawie Dyrektora
Wiedziałem, że będą kłopoty
Przyszedł pan wreszcie
Długo na pana czekałem
Brak mi słów,
Lecz podpisze pan zwolnienie
I będzie pan przychodził
Kiedy się panu spodoba,
Ale nie do biura, a do domu

Niech to szlak trafi pomyślałem
Jeszcze chciałem powiedzieć,
Aby mi dał jeszcze jedną szansę,
Ale przemilczałem wzburzenie i pokorę
I podpisałem, że zostałem zwolniony
Na moją prośbę za porozumieniem stron

Do widzenia panie Chlebowski
I myślę, że nie wyda pan tej książki
Którą wszyscy się interesują
Po za mną i moimi przyjaciółmi

Pan chyba żartuje!
Właśnie korygują ją
I myślę, że za dwa tygodnie
Podpiszę zgodę do druku.

Ja już pana nie będę prosił,
Jednak wiem, że jest pan zainteresowany
Naszym Bogiem Merkurym,
Który stoi i będzie stał
Tam gdzie stoi

Nie rozumiem o co chodzi!?
Pan zrozumie gdy poczuje pan
Ten zapach pieniędzy,
Który jest tym bardziej mocniejszy
Gdy ich się ma coraz więcej

To wszystko co pan ma mi do powiedzenia
Tak
Pozwoli pan, że wezmę swoje rzeczy
I już się wynoszę
Niech pan nie zapomni na stróżówce
Oddać czip identyfikacyjny
Niech się pan nie denerwuję
Oddam.
Powodzenia i wyszedł z biura

Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.07
Fragment utworu


poniedziałek, 6 lipca 2015

Zlecenie

Wyszedłem z lokalu Feniks
Udając się wprost na przystanek
Jednak zrezygnowałem z autobusu
Machnąłem ręką i pojechałem taksówką

Proszę mnie zawieść na planty
Pod Barbakan muszę zobaczyć
Czy jeszcze czeka na mnie
Mój syn umiłowany.

Trzasnąłem drzwi taksówki
I szybkim krokiem poszedłem
Pod pomnik Merkury,
By spotkać się z moim synem

Patrzę na zegarek godzina 13.13
Już go nie będzie
Spóźniłem się o 13 minut
Gdy nagle spostrzegłem poetę,
Który robił zdjęcie Merkuremu

I znowu się spotkaliśmy
Pan mnie śledził, zapytał
Chciałem przemilczeć spotkanie
Lecz powiedziałem prawdę.

No tak pan wie i ja wiem,
Ze Merkury to lustro pana syna,
Nie rozumiem odpowiedziałem
On tylko spojrzał na mnie i wręczył mi fotografię
Pan robił to zdjęcie teraz
Skądże znowu
Ja je zawsze noszę przy sobie
Bo jest to mój talizman

Spojrzałem na zdjęcie i zrozumiałem,
Ze poeta jest jak śledczy
Choć brak mu psów
To jednak potrafi przewidzieć
Gdy jest pod natchnienie
To co ja nie wiem

Do widzenia panu i czekam na pana
Za dwa tygodnie w lokalu Feniks
Mam na dzieje, że przyniesie pan
Ze sobą wiersz o moim poecie

Do widzenia i proszę zachować zdjęcie
Niech pan pamięta to Merkury
Bóg najpiękniejszy w tym mieście.

Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.06
Fragment utworu