czwartek, 16 lipca 2015

Wyznanie poety

Wyznanie poety

Krótszy wydaje mi się dzień
Jeszcze dłuższa noc
Chciałoby się powiedzieć
Zycie ucieka z dnia na dzień
Mimo przeciwność losu.

Nic nie robię, lecz czasu ubywa
Siedzę w domu, nie pracuję
Od czasu do czasu coś napiszę
I nikt się mną nie interesuje
Choć każdy wie, to co ja nie wiem.

Twórczość moja jest interesująca
Ja tak sądzę, chciałoby się powiedzieć,
Ze mam talent, lecz nikogo to nie wzrusza
Wszyscy coś czytają, lecz czy mnie
To ja już sam nie wiem, cisza wokół mnie.

Udowadniać ja nie muszę że poetą jestem
Wszyscy wokół mnie się kręcą
Lecz nikt mi nie mówi
Czy ja dobrze piszę czy źle
Wiadomo lepiej milczeć i tak coś napisze.

Czasami gdy czytam wiersze lub widzę poetę
Myślę sobie, no!, on to poeta pełną gębą
Nic nie napisał mądrego, a chwalą go
Jakby sam był wieszczem
Lecz wokół mnie cisza tak to już bywa.

Więc myślę sobie, ale ja głupi!
Każdy się chyba domyśla dlaczego!?
Pisze na blogu nic nie mam za to
Dlaczego piszę!?.., bo jestem człowiekiem,
Który nie garnie pod siebie jak inni...


Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.17



czwartek, 9 lipca 2015

Zlecenie

Wziąłem kartkę do ręki i zacząłem czytać;

Byłem lubiany, byłem podziwiany
Miałem o sobie wielkie mniemanie
Wszystko kręciło się wokół mnie
Można powiedzieć bożyszcze rówieśników.

Nic mi nie brakowało, a jednak
Wygląd i uroda moja
Nie wystarczyła, by w przyszłości
Być tym, który ma pozycję i pieniądze.

Więc kiedy popularność spadła
Wtedy postanowiłem pisać wiersze
O miłości i uczuciach i przyjaciołach,
Którzy mnie otaczali gdy byłem idolem.

Wszystko kręciło się wokół mnie
Wspomnienia wracały jak bumerang
Tylko nie potrafiłem to wyrazić
W wierszach, które miałem napisać.

Modliłem się i prosiłem Boga
Czytałem wiersze i powieści,
Lecz kiedy przyszło mi pisać
Tylko łzy pociekły na papier.

Chciałem za wszelką cenę pokazać,
Ze potrafię samodzielnie myśleć
Chciałem udowodnić,
Ze potrafię samodzielnie myśleć.

I wtedy gdy się poddałem
Przyszła mi myśl nie rozsądna
Pisać, przepisać obcych poetów,
Którzy pisali w obcym języku.

Mama z tatą nie mogli uwierzyć
Syna nawiedziła Muza Pyta
A ja składałem wyraz do wyrazu
I coraz ładniejsze wiersze pisałem.

Teraz gdy już kończyłem studia
Postanowiłem napisać książkę
Na podstawie wierszy,
Które pisałem pod pseudonimem Merkury.


I wtedy poznałem Jolę moją połowicę,
Która była tak szlachetna i ładna,
Ze żeby udowodnić jak ją kocham
Zerwałem z pisaniem, a zacząłem pracować.

Pamiętam jak dziś dostałem list,
List był długi i pisany wierszem
Od kogo to nie wiedziałem,
Ale był podpisany Merkury.

Gdy zacząłem czytać wtedy zrozumiałem,
Ze wszyscy moi dawni przyjaciele
Mają moją twórczość
Pisaną prze zemnie, lecz nie moją.

Wtedy serce zaczęło bić jak młot
Poczułem ból w pierś-ci
I padłem jak kłoda w swoim pokoju
Mówiąc nie zarobię ani grosza.

Autor Ptak Kowalik
Kraków 2015 rok

Skończyłem czytać i wtedy zrozumiałem
To co wiedzieli wszyscy
Tylko nie Ja,
Ze mój brat nie był poetą
Tylko zwykłym kryminalistą,
Który co prawda jeszcze nie siedział,
Ale w każdej chwili może pójść do pierdla.

Koniec
Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.09

Utwór został napisany prze zemnie,
a wszystkie postacie w utworze zostały
prze zemnie wymyślone jak i miejsce i akcja utworu.
Jacek Marek Krawczyk



środa, 8 lipca 2015

Zlecenie

Byłem już przygotowany
Rozmowa miała trwać krótko i rzeczowo
Jeżeli syn będzie umiał rozsądnie ripostować
To myślę, że już będę wiedział
Co mój syn zamierza z dalszym życiem robić

No witam syneczka!
Jesteś spóźniony prawie godzinę
A ja mam do ciebie tyle pytań
Przepraszam, ale musiałem odprowadzić Izaurę
A kto to jest?
Twoja kuzynka
Chcesz powiedzieć, że brata córka jest w Krakowie
To ty o tym nie wierz
Przecież mówiłem mamie

Mama mamą, ale sprawy zaszły za daleko
Myślę o tobie synu
No wierz, to że myślisz to chyba normalne
A jeszcze normalniejsze gdy cię coś obchodzę
Obchodzisz, obchodzisz
A kto ci dał pieniądze na ten arsenał kosmetyków
Ty!
Ja!
Jeszcze zdziwiony!?
Przecież co miesiąc dajesz mi kieszonkowe
No tak zapomniałem
Właściwie to od trzech lat twoich daję
Chyba pamiętasz od jakiej kwoty
5zł
A no właśnie. To ile teraz masz lat ?
Nie wierz mojej daty urodzenia
Zapomniałem
To ci Ojciec... 17,5 mam lat
A żeby ci przypomnieć moją datę urodzenia
To wyślę ci esemesa
Nie przesadzaj, bierzesz mnie za idiotę
90 zł dostajesz ode mnie, a ile daje ci mama
Tyle samo
Jednak zeszedłem z tematu
Chodzi mi o twojego kolegę gendera
Kogo!?
No wiesz tego z kim się trzymałeś za rękę
Pod pomnikiem Merkurego
Śledzisz mnie!?
To przypadek
Ale dlaczego nie podszedłeś i się nie przywitałeś?
No wiesz, żeby był skandal na całe miasto
Nie rozumiem o co ci chodzi!
Chodzi mi o to, że chyba zaczynasz być genderem
Kim!?
Genderem
A kto to jest?
No to jest ten kogo widzisz na tych fotografiach
I pokazałem fotki leżące na stole
Ja zaraz pęknę ze śmiechu
A co cię tak rozbawiło?
Przecież to kuzynka Izaura
Izaura
To po co ci ten arsenał kosmetyków?
No.., no.., noo..,
Przyznam ci się
Kupiłem je ponieważ chcę być piękny
Jak Merkury!!!
Nie..! jak moi koledzy z klasy
Przecież ja już, a zresztą
Chyba mnie rozumiesz,
Ze szukam dziewczyny
A jak to u saków bywa
Chłop się piękni, a kobiecie ubywa.
A kogo masz na myśli!?
Izaurę
Twoją kuzynkę?
Nie koleżankę mojego znajomego poety
Poety, a jak się on nazywa
Kowalik
Kowalik powiadasz
Zona się martwiła, ze ..,
Jesteś...,
Gender!
No coś w tym rodzaju
To wszystko
Tak...
Ja zwariuję z tymi moimi starymi
Wychodzę, wrócę o godzinie 22
A ić sobie
I poszedł trzaskając drzwiami
Jak to miał w zwyczaju.
Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.08
Fragment utworu


Zlecenie

Wszystko skończone
Na reszcie jestem wolny
Teraz będę miał czas
Zająć się moim wydawnictwem

A cha byłbym zapomniał
Miałem porozmawiać z moim synem
O nowej modzie gender
Ponieważ moja żona zauważyła
W łazience cały arsenał kosmetyków
Do których przyznał się syn

Nie wiem jak to nazwać,
Ale chciałem jeszcze raz
Spojrzeć na pomnik Merkurego
Ponieważ poczułem nieodzowny pociąg
Do tego pomnika
Z którym wiąże się wiele faktów
W życiu mieszkańców Krakowa

Poszedłem plantami
Nie śpiesząc się
Tylko zacząłem się wstydzić
Ponieważ ciągle słyszałem
Słowo dzień dobry
I co u pana słychać
I dokąd pan idzie
Oczywiście kłamałem jak z nut
Do bankomatu
Bardzo przepraszam, ale się śpieszę

Już widziałem Merkurego
Gdy nagle zobaczyłem syna,
Który z kolegą trzymając się za ręce
Przyglądali się Merkuremu

Miałem komórkę przy sobie
Więc nawet się nie namyślając
Fotki zacząłem robić
Nie patrząc na jakość
Tylko na ilość

Zawróciłem do wydawnictwa,
Aby z stamtąd zadzwonić do syna
By z nim porozmawiać

Zdjęcie za zdjęciem drukowała drukarka
Chciałem wszystkie mieć w kolorze
Jednak zabrakło tuszu i wyszedłem
Stwierdzając koniec roboty do sekretarki

Gdy przyszedłem do domu
Nie było nikogo
Zacząłem przeglądać zdjęcia
Patrząc na Merkurego
To na mojego syna z chłopakiem
Zauważyłem, że Merkury jest mężczyzną
Natomiast przyjaciel
Jeżeli można tak nazwać
Chłopaka z moim synem
Wyglądał na ni to dziewczynę
Ni to mężczyznę
Właściwie to dwupłciowy
I nagle się przestraszyłem
Myśląc o synu

Przyszło mi wtedy do głowy zdanie poety
Merkury jest lustrem pana syna
Jeżeli dobrze zrozumiałem
To chyba miał na myśli
Zniekształcone lustro
Czyżby wiedział to co ja nie wiem!?
I spojrzałem na TV











Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2015.07.08

Fragment utworu